Jak straciłabym kota w 5 sekund.

Sobota to u nas dzień surowizny. #Prezes doszedł do siebie po zapaleniu jelit i tego feralnego dnia (a raczej wieczoru), wyciągnął z miseczki kawałek surowego wieprza i szamał je zawzięcie na podłodze. Każdy wie, że surowe z podłogi smakuje najlepiej.
Traf chciał, że musiałam przejść obok niego. Ot, nic wielkiego – zapewne każdy z nas tysiące razy przechodzi obok zwierząt. Do Prezesa jeszcze nie dotarło, że nie gustuję w surowym, obślinionym świniaku, więc warknął, jak zwykle gdy nie chce się dzielić zdobyczą. Niestety, na warknięciu się nie skończyło. Po chwili zaczął się miotać, zatoczył się w jedną, w drugą i PADŁ. Ruchy klatki piersiowej, jeśli były, to zupełnie niedostrzegalne. W jamie ustnej pusto. Akcja ekspresowa, nie więcej niż 5 sekund.
Jestem przeszkolona z pierwszej pomocy, zarówno ludzkiej jak i kociej. Jedyne co przyszło mi na myśl w tej sytuacji to zadławienie.

W obturacji, czyli ograniczeniu przepływu powietrza przez górne drogi oddechowe (jama ustna, gardło, krtań, tchawica) można obserwować objawy przypominające krztuszenie się pacjenta. Pacjent może mieć zachowany oddech, ale utrudniony, z widocznym wyraźnym wysiłkiem oddechowym lub jego całkowity brak. Bardzo często może pojawić się zaczerwienienie skóry twarzy, a przy znacznym stopniu niedotlenienia rozwinie się sinica. W przypadku obturacji częściowej ( nie-całkowitej ) będącej wynikiem zadławienia należy przede wszystkim zachęcać pacjenta do kaszlu. Za wszelką cenę należy unikać możliwości pogorszenia drożności dróg oddechowych, które mogłyby prowadzić do całkowitego zablokowania przepływu powietrza przez krtań i tchawicę. Pacjent próbując odkrztusić ciało obce znajdujące się w drogach oddechowych, będzie jednocześnie wykonywał bardzo duży wysiłek oddechowy, zwiększając swoje zapotrzebowanie tlenowe. Osoba udzielająca pomocy musi liczyć się z możliwością utraty przytomności przez pacjenta.

Centrum Ratownictwa

Też widzicie różnice pomiędzy opisywanym przeze mnie przypadkiem, a teorią. Mi też to nie pasowało, jednak  zastosowanie manewru Heimlicha to jedyne, co w tamtym momencie przyszło mi do głowy.
Jeden ucisk. Nic. Widocznie za słaby, ale na żywym (jeszcze) kocie nigdy nie próbowałam. Drugi ucisk, mocniejszy. Udało się. Truchło Prezesa oddało wieprza. I … nic. Wydawało mi się, że przez chwilę poczułam napięcie mięśni, ale jednak nie – jak leżał tak leży. Biegiem po telefon, trzeba dzwonić po taksówkę i robić RKO w drodze do gabinetu.

Wracam z telefonem, a tam … łypie na mnie okiem zdziwiony Prezes. W tym momencie w sumie nie wiem, kto był bardziej zaskoczony, tym co się stało – ja czy on. Na mój widok mocno się przestraszył i ukrył pod łóżkiem. Żadnego „dzięki stara„, albo „nie trzeba było tak mocno„. Po prostu strzelił focha …
I wtedy to poczułam. Nadeszła chwila gdy opadła adrenalina i zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem przerażona. Tętno pewnie z milion i naprawdę niewiele by brakowało, żeby to Prezes dzwonił po lekarza 😛

Co właściwie się stało?

Parę lat temu słyszałam o przypadku zadławienia kota krokiecikiem z suchej karmy. Były to czasy gdy sama dawałam suche i to wtedy pierwszy raz pomyślałam, że fajnie by było zrobić kurs pierwszej pomocy dla zwierząt, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy patrzę na podopiecznego potrzebującego natychmiastowej pomocy i jestem bezradna.

Ze względu na wykształcenie, procedury udzielania pierwszej pomocy ludziom mam dość dobrze opracowane, brałam też udział w warsztatach pomocy przedmedycznej zwierząt.
Jednak, jak wspomniałam wyżej, zadławienie nie przebiega aż tak błyskawicznie, a sam kawałek pożywienia był za duży, by wpaść do tchawicy. Lekarze potwierdzili, moje wątpliwości.
Po konsultacji weterynaryjnej, doszliśmy do wniosku, że połknięty kawałek mięsa spowodował ucisk na nerw błędny i najprawdopodobniej wywołał tymczasową asystolię (zatrzymanie akcji serca). Winą za sytuację nie można więc obarczać mięsa jako takiego, a … panikę. Prezes jest u mnie 9 miesięcy. Już nie rzuca się na jedzenie jak kiedyś, gdy daję surowe, już nie gryzie ręki w dzikim amoku (nie potrafił rozróżnić, które to mięso, a która część to ja).
Jednak stale boi się, że zabraknie. Cierpi na syndrom pustej miski.

Apeluję gorąco! Jeśli tylko macie możliwość wzięcia udziału w profesjonalnym szkoleniu z pierwszej pomocy przedweterynaryjnej – nie wahajcie się! W takich chwilach naprawdę człowiek nie myśli, nie szuka w internecie, nie dzwoni do lekarza. Działa. I od Waszej wiedzy zależy, czy działa się dobrze, czy się szkodzi.

Jak wygląda wspomniany przeze mnie manewr? Zapraszam na filmik:

Mam nadzieję, że nigdy nie będziecie zmuszeni do przetestowania swojej wiedzy na temat pierwszej pomocy…

 

Zdrówka!

Wasza Inari